Inspiracje Ogólne

Jak zarabiać więcej?

Jak osiągnąć sukces? Dzisiaj chciałbym podzielić się z Tobą moja historią o tym jak zacząłem zarabiać kilkukrotnie więcej niż na etacie.

Chciałbym, abyś dobrze zrozumiał. To nie jest tak, że dokonałem czegoś wyjątkowego, niezwykłego czy zupełnie nowego. Jeśli miałbym być maksymalnie szczery to… po prostu zacząłem pracować. Tak prawdziwie i uczciwie jak nigdy wcześniej. Co nie oznacza, że było łatwo albo że nie popełniałem błędów. Opowiem Ci moja historię od początku, dobrze?

Praca na etacie nie jest dla każdego

Lubiłem swoją pracę. Jeśli czytasz od czasu do czasu mojego bloga to wiesz, że we wrześniu 2015 odszedłem z pracy na etacie (oh… to zdanie brzmi jakby ktoś umarł). Więcej możesz przeczytać w artykule: Jesteś wolny. Od wielu lat pracowałem równocześnie jako freelancer. Niedawno też wypuściłem swój pierwszy kurs, w którym zebrałem całe moje doświadczenie w tym temacie. Uważam, że przyszło nam żyć w pięknych czasach pod względem pracy. Nie wierz oszustom, którzy mówią, że ciężko jest znaleźć pracę. To mit. Żyjemy w czasach gdzie praca wręcz leży na ulicy. Przez ostatnie kilka lat pracowałem w różnych agencjach i firmach – gigantycznym problemem było znalezienie pracownika! I to bez względu na to czy miała to być Pani do sprzątania biura, przedstawiciel handlowy czy w końcu programista. Szukając pracownika musiałem przejrzeć ponad 150 CV i… żaden pracownik się nie nadawał!

Żaden z nich nie chciał pracować. 

Serio. Ludzie są leniwi. Wystarczy, że będziesz chciał pracować i będziesz aktywnie szukał pracy w sposób trochę bardziej kreatywny niż „wszyscy”. Bez względu na to czy jesteś sprzedawcą, księgowym, asystentem czy blogerem – jeśli przestaniesz się rozwijać, pracować nad sobą i swoimi kompetencjami to nie tylko się zatrzymasz ale wręcz zaczniesz się cofać. Ponieważ rynek pójdzie do przodu.

Nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem pracy. Najdłużej szukałem pracy 6 dni. Owszem nie była to praca marzeń. Owszem nie pozwalała mi wyjeżdżać raz w kwartale na Malediwy. Ale pozwała mi mieć podstawowe pieniądze do utrzymania siebie i swojej rodziny. Najpierw dokładnie sprawdzałem jakie mam perspektywy w danej firmie, jeśli chodzi o zwiększenie dochodów. Jeśli ich nie widziałem od razu zaczynałem szukać innego miejsca. Z drugiej strony – rzadko kiedy po prostu wysyłałem CV przez internet. Byłem świadom, że to tak nie działa – nie mogę być kolejnym anonimowym człowiekiem. Zacząłem od projektu CV. Tak, aby wyglądało zupełnie inaczej niż inne (niedługo napiszę na ten temat artykuł 🙂 Zaraz potem zabrałem się za… podchodzenie bardzo indywidualne do pracodawcy. Najpierw dzwoniłem pytałem do kogo personalnie można wysłać CV. Albo po prostu szedłem tam osobiście. Albo kombinowałem szukając osób odpowiedzialnych w social media (LinkedIN rządzi!).

Robiłem różne rzeczy.

Sprzątałem ulice. Odśnieżałem place budowy. Sprzedawałem ubezpieczenia. Robiłem grafiki na zlecenie. Pomagałem przy produkcji szafek medycznych. Byłem managerem w dużej agencji marketingowej. Byłem Dyrektorem Sprzedaży w firmie, która upadała po 3 miesiącach (i wciąż nie oddała mi pieniędzy). Pomagałem odzyskać odszkodowania za słupy energetyczne. Podnajmowałem lokale. Sprzedawałem złom. Kombinowałem z MLM (wiesz, że MLM nie działa prawda? Przeczytaj dlaczego nigdy nie osiągniesz sukcesu w MLM) i wiele wiele innych. Ale wszędzie przez ten cały czas otaczali mnie ludzie… beztroscy.

Uważam, że to największa bolączka. Ludzie przyzwyczajają się do wykonywania swojej pracy niczym rzemieślnicy, traktując prace bardzo odtwórczo. Uważają, że praca im się NALEŻY! Od 8 do 16 siedzą, wychodzą, zapominają. Nie zastanawiają się nad zmianą, nie próbują poprawić swoich osiągów, spytać o podwyżkę. I nie krytykuje tego wyboru. Możesz tak pracować. Możesz próbować osiągnąć „stabilizację”. Ale jak zacytował kiedyś Walkiewicz w swoim TEDx (więcej o TEDach możesz poczytać w tym artykule):

Stabilizacja motylka, to szpilka.

W naszych czasach nie ma „pewniaków”. Nikt nie zagwarantuje Ci, że za rok wciąż będziesz mógł pracować w tym samym miejscu. Jeśli tak uważasz – od razu jesteś na przegranej pozycji. Jeśli wierzysz w stabilizację w takiej formie – przegrałeś. Nie marudź jak cię zwolnią. A tym bardziej nie marudź jak potem nie będziesz mógł znaleźć pracy. To Twoja wina. Ale możesz to zmienić.

Chciałbym żebyś dobrze zrozumiał – uważam, że wiele osób wręcz powinno pracować na etacie. Ale wiem ze swojego doświadczenia, że człowiek przyzwyczaja się do dobrego i tak naprawdę szybko „zapomina” pracować. Zaczyna się niewinnie. Od marudzenia na pracodawcę. Od drobnych spóźnień. Dłuższych przerw śniadaniowych. Półgodzinnych pogaduszek i ploteczek. 10-minutowy przeglądzik fejsbuczka. A potem szok, bo wyników nie ma. 

Praca na etacie ma dużo zalet. Przede wszystkim stabilność wpływów. Jak głosi PRLowe przysłowie – „czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy”. Niestety praca na etacie jest za wygodna dla wielu z nas. Przyzwyczaja nas do stałych wpływów. To teoretycznej stabilizacji. Tymczasem na świecie trwa międzynarodowa burza!

Dla wielu z nas będzie to sytuacja komfortowa i wystarczająca. Niestety w większości znanych mi prac występuje pewien sufit zarobków. Najlepsza sprzątaczka nie zarobi więcej niż X, a najlepszy kierowca nie przekroczy kwoty Y. Oczywiście najlepiej mają sprzedawcy – potencjalnie mają największe możliwości zarabiania. Ich wynagrodzenie często uzależnione jest od sprzedaży w formie prowizji. Niestety pracodawcy… nie zawsze lubią ludzi, którzy dobrze zarabiają (choć to pewien paradoks). Dlatego we wszystkich znanych mi firmach co jakiś czas system wynagradzania jest zmieniany. Rzadko kiedy służy tym najlepszym. Zazwyczaj takie zmiany wyrównują wynagrodzenia pomiędzy średniakami.

Z drugiej strony praca na własny rachunek, również ma sporo zalet. Mnóstwo możliwości! Ale ta pozorna wolność wyboru może być ogromną pułapką. Przecież możesz wszystko… Tu możesz zrobić interes, to możesz sprzedać, z tym współpracować, takiego klienta pozyskać.

Ale możesz też… nic nie robić. Przyzwyczaić się do jednego, dwóch klientów i spokojnie dla nich pracować. Do czasu aż któryś nie odejdzie. I zaczyna się kryzys. Albo klient z Tobą pozostaje ale… nie płaci. Własna firma ma też sporo wad. Może się okazać, że zawsze jesteś w pracy albo co gorsza przez kilka tygodni nie masz żadnych wpływów, bo projekt się przeciąga (a księgowa znowu na urlopie). Ponownie to sprzedawcy mają najlepiej. Przy chwilowych dziurach finansowych potrafią jak nikt inny spiąć tyłek i zacząć sprzedawać więcej.

Ile pieniędzy potrzebujesz?

To jedno z najważniejszych pytań, które musisz sobie zadać projektując swoją karierę zawodową. Niewykluczone, że skromne i wygodne życie to coś idealnego dla Ciebie. Być może lepiej będziesz się czuł faktycznie zarabiając mniej ale z pewną stabilnością. Jeśli nie masz wysokich wymogów co do standardu życia, praca na etacie może być dla Ciebie idealna. Jeśli nie planujesz inwestycji czy też większego zabezpieczenia na wszelki wypadek – etat może być dla Ciebie. Co prawda prawdopodobnie, każdy kolejny miesiąc skończysz z pustym kontem lub z niewielkimi oszczędnościami – ale będziesz miał poczucie stabilizacji.  Czasami na blogach finansowych pojawiają się pytania: „jak mam oszczędzać skoro zarabiam 1600 zł?”. Pamiętam jak kiedyś pod którym z artykułów znalazłem odpowiedź. Masz rację – tyle zarabiając nie uda Ci się oszczędzać. Dlatego musisz zarabiać więcej. Maksymalizuj swoje dochody. Dużo łatwiej jest to osiągnąć prowadząc firmę – po prostu możliwości (zarówno podatkowe jak i dochodowe) są dużo, dużo większe.

Wiem dokładnie ile potrzebuje każdego miesiąca, aby pokryć potrzeby całej swojej rodziny. Nadwyżki staram się oszczędzać lub inwestować. Bardzo staram się walczyć z inflacją życia. Niestety często im większe zarobki tym większe wydatki. Sporo pisałem o tym w artykule o budżecie domowym.

Tak wyglądają moje zarobki na przestrzeni ostatnich kilku lat.

moje-dochody

 

Zielona część to praca na etat + dochody ze sklepu internetowego, który prowadziłem razem z żoną. Zielona linia oznacza przejście na własną działalność. Górka tuż przed zwolnieniem wynika między innymi z ekwiwalentu za urlop. Jak widzisz moje wpływy były stosunkowo stabilne i właściwie całkowicie wystarczające. Przez ten czas pracowałem również dodatkowo dla kilku klientów świadcząc im różne usługi. Lubiłem swoją pracę. Dlaczego więc podjąłem decyzję o zmianie? Powody były dwa. Pozwól, że dodam do tego wykresu jeszcze jedną linię.

moje-dochod-i-stres

Ta czerwona linia to linia stresu, która towarzyszyła mi w pracy. Prowadząc własną działalność stres nadal jest. Ale na akceptowalnym poziomie. Czasem wzrasta kiedy jest trudniej, czasem maleje kiedy spokojnie mijają dni. Oczywiście wykres nie uwzględnia kosztów prowadzenia firmy, księgowości pracownika, wynajmu biura czy wielu innych większych lub mniejszych rzeczy.

Drugi powód dla którego zmieniłem etat na freelance to świadomość ile pieniędzy przynosiłem mojemu pracodawcy. Sprzedając usługi generowałem kilkaset tysięcy dochodu rocznie dla kogoś innego! W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać dlaczego nie wziąć byka za rogi i zacząć pracować na swoim. Przecież gdybym sprzedawał tyle samo każdego miesiąca co dla mojego pracodawcy to nawet po odjęciu różnych kosztów – zarabiałbym dużo więcej!

Opowiem Ci teraz pewną krótką anegdotę. Mieliśmy w firmie usługę wartą ok. 350 zł miesięcznie. Żaden ze sprzedawców nie chciał jej sprzedawać ponieważ prowizja była po prostu niewielka w stosunku do ilości pracy, którą trzeba było włożyć, aby ją sprzedać.

Zaraz po przejściu na własną działalność przemyślałem tą sprawę. Od strony technicznej realizacja usługi wymagała ok. 2 do 3 godzin miesięcznie. Ile potrzebowałbym klientów płacących co miesiąc 350 zł, aby prowadzić fajne życie? 10 klientów daje 3500 zł netto a pracowałbym mniej niż 30 godzin miesięcznie. A co jeśli podniósłbym lekko cenę albo coś sprzedał dodatkowo klientowi?

Dlatego szybko zacząłem tworzyć różne usługi abonamentowe dla moich klientów. W niewielkich budżetach ale w pewnej skali 10,15 klientów daje to stosunkowo stabilny dochód. Równocześnie w pewnym sensie pomagając sobie, zacząłem moją pracę standaryzować i automatyzować dzięki czemu mogłem poświęcać na realizację zleceń tego typu jeszcze mniej czasu. Pozostało tylko znaleźć klientów. Ale praca na swojej działalności to przede wszystkim ogromna satysfakcja.

Jak dzisiaj zarabiam?

Dlaczego zacząłem zarabiać coraz więcej? Powód jest dosyć prosty. Przestałem wymieniać godziny na pieniądze a zacząłem systematycznie pracować nad własnymi usługami. Oprócz tego (choć to dosyć ryzykowne w aktualnym stanie) staram się dywersyfikować źródło dochodów nie bazując wyłącznie na jednym kliencie czy na jednej usłudze. Aktualnie najbardziej dochodową usługą, którą sprzedaje są filmy 360. To świetna usługa, która daje naprawdę dobre zarobki. Niestety równocześnie nie pozwala przywiązać na stałe klienta.

Jeśli czytałeś mój poprzedni artykuł o oszczędzaniu, w którym staram się odpowiedzieć dlaczego warto oszczędzać na pewno zauważyłeś, że bardzo nie lubię abonamentów i stałych wydatków. Staram się je regularnie przeglądać, analizować i minimalizować. Ale po drugiej stronie kocham abonamenty… sprzedawać.

Jak wykorzystuje afiliację i inne źródła dochodów?

Podstawowym sposobem sprzedaży jest zarabianie na własnych produktach. Świadczę usługi związane z prowadzeniem płatnych kampanii (np. w oparciu o AdWords, FacebookAds czy AdForm) od czasu do czasu zdarza się, że tworzymy z zespołem proste strony internetowe oparte na wordpresie, a jak już wspominałem niedawno rozpocząłem również sprzedaż swojego własnego kursu, który jestem przekonany pomoże wielu osobom. Możesz go kupić klikając w ten link. Oczywiście otrzymam prowizje 🙂

W ciągu kilku najbliższych tygodni mam nadzieję, że będę mógł pokazać Ci swój pierwszy poważny projekt. Po raz kolejny będzie on pomagał różnym przedsiębiorcom. O tym już wkrótce!

Zarabiam też w pewnym sensie pasywnie – wykorzystując afiliację.  Jeśli polecam jakąś usługę lub produkt i zdecydujesz się go kupić, prawdopodobnie otrzymam określoną prowizję.

Jakie błędy popełniłem?

Analizując ostatni rok moich dochodów doszedłem do kilku wniosków.

  1. Zbyt często angażowałem się w projekty o niskiej dochodowości. Bardzo lubię to co robię i czasami realizowałem świetne filmy 360 dokładając do nich. Systematycznie zacząłem ponosić cenę swoich usług a klienci… nie mieli nic przeciwko. Mimo to pierwsze zlecenia robiłem prawie za darmo (po uwzględnieniu wszystkich kosztów i czasu pracy). Dziś rzadko kiedy negocjuje ceny. Wiem ile kosztuje moja praca i choć oczywiście mogę pójść na drobne ustępstwa – prawie nigdy nie negocuje cen. Jeśli Cię na mnie nie stać – niestety nie zostaniesz moim klientem.
  2. Nie brałem przedpłat. To największy „grzech”. Prowadząc jednoosobową działalność gospodarcza, nie mam prawie żadnego mechanizmu prawnego, który chroni mnie przed większymi firmami, które po prostu nie płacą w terminie lub… nie płacą w ogóle. Zaraz poniżej znajdziesz mój długi post, który opublikowałem na moim fanpage’u. Pani Dominika Nawrocka, autorka książki „Kobieta i pieniądze” do dnia dzisiejszego nie oddała mi znacznej sumy pieniędzy za świadczone dla niej usługi. W ramach sprostowania – Pani Dominika nigdy nie była moim dłużnikiem. Moim dłużnikiem pozostaje firma FAT ROI, gdzie Pani Dominika pełni funkcję prezesa. To właśnie ta dziura, którą widzisz na wykresie. Jeśli ta historia Cię interesuje – zaraz możesz ją przeczytać. W każdym bądź razie od tamtego czasu współpracuje właściwie wyłącznie w oparciu o przedpłaty. Jeśli tego nie akceptujesz – niestety nie zostaniesz moich klientem.
  3. Za bardzo ufałem ludziom. To, że ktoś coś obiecuje zazwyczaj nie jest prawdą. Ustal warunki współpracy i spisz je na papierze. Tylko wtedy klient nie będzie kombinował.
  4. Za późno zdecydowałem się szukać osób do pomocy. Ten rok to ogromna lekcja pokory. Choć na wielu tematach znam się całkiem dobrze, dopiero teraz dotarło do mnie z pełną mocą, że w większości przypadków w życiu warto korzystać z pomocy drugich, w szczególności tych mądrzejszych osób. Na świecie są miliardy ludzi, którzy wiedzą więcej, potrafią więcej. Zacznij się od nich uczyć.

A teraz możesz już przeczytać historię mojej wpadki finansowej:

Jak osiągnąć sukces?

Przy tej okazji odkryłem jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Jestem wstanie dać Ci jedną radę, która niemal gwarantuje Ci sukces w życiu zawodowym, również pod względem finansowym. Uwaga – porada warta miliony:

Bądź rzetelny, terminowy i pozytywny.

Ludzie są niesamowicie nierzetelni! Bądź słowny! Jeśli umówisz się ze swoim klientem, że do końca tygodnia dostarczysz projekt – dostarcz go w środę, zamiast w piątek. Jeśli umawiasz się, że odpiszesz wieczorem odpisz już o 13! Gwarantuje Ci – klienci bardzo to cenią. I zazwyczaj odwdzięczają się poleceniami. Przy tym wszystkim, nie zapominaj być pozytywnym. To straszne jak wiele osób, marnuje każdego dnia swoje zasoby (silną wolę, motywację, chęć do pracy) na… marudzenie.

Zmienia się prawo podatkowe. Będzie gorzej. To prawda. Ale co zmieni to, że przez kilka godzin będziesz wszystkim o tym opowiadał i coraz bardziej się nakręcał? Wbrew pozorom ludzie nie lubią narzekających. Dużo lepiej jest zachować pozytywne nastawienie. Życie jest zbyt piękne, aby marnować go na marudzenie. Ciesz się życiem! Twoi klienci bardzo to docenią. Ludzie po prostu bardziej chcą współpracować z osobami pozytywnymi! Bo oprócz dobrze zrealizowanej usługi dostają dużo więcej.

A Ty? Masz jakiś swój przepis na sukces? Ile zarabiasz? Przyznasz się?

Sądzę, że może Ci się też spodobać:

Zapisz się do newslettera:

Jeśli chciałbym otrzymywać informację o nowych postach to serdecznie zapraszam do zapisania się do newlettera.

Ok, chcę żebyś przesyłał mi newsletter (zawsze możesz się wypisać)

autoresponder system powered by FreshMail