Ogólne Różne ciekawostki

Dlaczego warto oszczędzać?

Od prawie 2 lat prowadzę budżet domowy. Pilnuje mocno swoich finansów. Naturalnym krokiem było odkładanie części zarobków. Dlaczego postanowiłem oszczędzać? Co mi to daje? Na co oszczędzam?

Żyjemy w podłym kraju. Siła nabywcza naszego pieniądza jest prawie zerowa. I tak nie ma z czego oszczędzać, ledwo na życie starcza. Koszty życia i podatki w Polsce są taki wysokie, że po prostu nie da się odkładać. Poza tym oszczędzanie nie ma sensu. Nigdy nie przytrafiło mi się coś na tyle złego, co wymagało by nagle większych środków. Poza tym pieniądze szczęścia nie dają!

To bardzo popularne kłamstwa. Kilka lat temu długo się zastanawiałem nad takimi słowami. Brałem pod uwagę wyjazd za granicę. Dłuższy czas liczyłem koszty, rozważałem plusy i minuty. Finalnie doszedłem do bardzo konkretnych wniosków – rozkładając na czynniki pierwsze powyższe kłamstwa:

  1. Żyjemy w podłym kraju.
    Zawsze lepiej jest tam gdzie nas nie ma. Oczywiście, że inne kraje mają swoje zalety. Mamy jednak pewne różowe okulary i nie zauważamy wad innych krajów. Poza tym emigracja oznacza też rozłąkę z rodziną.  Zamiast marudzić i szukać problemów, zacznij szukać rozwiązań!
  2. Siła nabywcza pieniądza jest mała.
    To zależy do kogo się porównamy. Bardzo ciekawe dane można znaleźć na portalu Numbeo. Zajrzyj tutaj. Znajdziesz tam dane statystyczne z wielu krajów w porównaniu do Nowego Yorku. Nie jest z nami tak źle 🙂
  3. Nie ma z czego oszczędzać.
    To największe kłamstwo. Oczywiście, nie każdy może sobie pozwolić na odkładanie 2 000 zł co miesiąc. Dla niektórych jest to cała wypłata. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby odkładać chociaż te kilka procent swoich zarobków oraz nadwyżki. W miarę jedzenia apetyt rośnie – sam fakt tego, że potrafisz odkładać – działa bardzo motywująco. Poniżej zamieszam też kilka swoich powodów i sposobów na oszczędzanie.
  4. Koszty życia w Polsce są bardzo wysokie.
    Może tak się wydawać – ale znowu zależy do kogo się porównujemy. Z drugiej strony często te „niepotrzebne rzeczy” są najdroższe.
  5. Pieniądze szczęścia nie dają.
    Zazwyczaj mówią tak Ci, którzy ich nie mają. To prawda, że pieniądze to nie wszystko. „Kto miłuje srebro, nie nasyci się srebrem, a kto miłuje bogactwo — dochodem”. Ale „pieniądze służą ochronie”. Słyszałem kiedyś śmieszny komentarz do powyższego przysłowia- „Pieniądze szczęścia nie dają. Ale krowy sera też nie”.

Po co oszczędzam?

Początkowo nie miałem żadnego konkretnego planu. Niedługo po ślubie zacząłem rozważać różne scenariusze – co może wydarzyć się w naszym życiu. Doszedłem do wniosku, że nie mogę pozwolić sobie na sytuację, w której niewielki życiowy problem – popsuta pralka, popsuty ząb, choroba, czy nagłe zwolnienie z pracy spowoduje, że w krótkim czasie będę zmuszony pożyczać od znajomych czy z banku. Oczywiście, nie należy być w życiu przesadnym pesymistą, ale uznałem, że będę pewniej się czuł jako osoba dorosła, jeśli będę miał coś odłożone na „czarną godzinę”. Później odkryłem między innymi na blogu Marcina Iwucia takie pojęcia jak budżet domowy, fundusz awaryjny czy fundusz bezpieczeństwa.

W ramach wyjaśnienia w dużym skrócie:
Fundusz awaryjny to kwota około 2 000 do 5 000 zł odłożona na koncie oszczędnościowym lub lokacie przeznaczona wyłącznie na nagłe sytuacje – takie jak właśnie niespodziewana awaria, wypadek czy inne zdarzenie losowo. Ubezpieczenie samochodu, rocznica ślubu, czy też weekendowy wypad nie jest sytuacją awaryjną. Tego typu wydatki należy zaplanować, przemyśleć. Kwota powinna być „żelazną racją”. Trzeba te środki odłożyć najszybciej jak to możliwe, nawet przed ew. spłatą zaległych kredytów (aby w razie dramatycznej sytuacji nie brać kolejnych). Jeśli chciałbyś dowiedzieć się więcej – bardzo serdecznie polecam Ci darmowego e-booka Finanse osobiste dla przytomnych realistów znajdziesz go na blogu Marcina o tutaj.

Fundusz bezpieczeństwa to odłożona kwota, która pozwala pokryć kilka miesięcy życia. Eksperci mówią, że suma ta powinna wystarczyć na 5,6 miesięcy funkcjonowania bez żadnych dochodów. Jeśli więc wszystkie podstawowe wydatki Twojej rodziny zamykają się w kwocie  3 000 zł, powinieneś mieć odłożone co najmniej 18 000 zł. Taka kwota zabezpiecza Cię przed zdarzeniom losowym – strata pracy, dłuższa choroba, znaczne opóźnienia w płatnościach po stronie pracodawcy. Podstawowym celem jest tego funduszu jest właśnie poczucie względnego bezpieczeństwa. Nie boisz się postawić szefowi, nie martwisz się tak bardzo utratą pracy. To taki plan B. To drugi chyba najważniejszy krok w finansach osobistych. Zrozumiałym jest to, że dla sporej grupy zgromadzenie takiej kwoty może zająć dłuższy czas. Dlatego im wcześniej się zacznie tym lepiej – krok po kroku spokojnie złotówka do złotówki, aż osiągniesz cel. Kolejnym krokiem jest już inwestowanie nadwyżek… Do tego etapu jeszcze nie doszedłem 🙂

Poza tym – staram się odkładać też na różne celowe fundusze. Na wakacje, na przyjemności itp. Nie wiem w jakiej przyjdzie mi stanąć sytuacji w przyszłości. Może będę chciał wybudować dom? Albo kupić większe mieszkanie? Notariusz, opłaty bankowe – warto przygotować się na takie sytuacje. A może będę chciał kupić większe auto? A może pojawi się dziecko? A może pojawi się jakaś świetna szansa inwestycyjna?

Dzisiaj wiem, że nie będę musiał nagle panicznie szukać kasy. Nie mam dziś kilkuset tysięcy złotych na kontach oszczędnościowych. Ale z drugiej strony lubię ten komfort, że w nagłej sytuacji sobie poradzę. Przynajmniej przez jakiś czas.

Ile oszczędzam?

To zależy od miesiąca i dochodów. Mój automatyczny sposób, o którym piszę poniżej odkłada mi 160 zł. Dodatkowo w zależności od miesiąca staram się dorzucić kwotę od 50 zł do 500 zł + większość niespodziewanych nadwyżek (np. zwrot podatku czy prezent). W efekcie bezboleśnie gromadzi się tam „spora” kwota. Co jakiś czas niestety uszczuplam te fundusze. Ale sama świadomość, że coś tam mam daje fajny komfort. Czy 160 zł to dużo? Zależy jak na to spojrzeć. Uznałem, że mogę te środki „łatwo znaleźć” analizując moje wydatki. 160 zł to nie wiele. Ale w perspektywie 2,3 lat to już całkiem spora kwota.

Jak oszczędzam pieniądze?

Sam niedawno uważałem, że nie da się odłożyć żadnych pieniędzy normalnie pracując. Później odkryłem budżet domowy. W uproszczeniu to przejęcie kontroli nad tym gdzie i jak wydajemy nasze pieniądze. Dla wielu osób to wyłącznie spisywanie wydatków. To podstawowy błąd. Wszystkie wydatki należy rozsądnie planować. Wykorzystuje do tego szablon w plik excel, który trzymam w chmurze, aby mieć do niego łatwy dostęp. Raz w miesiącu, zazwyczaj na ostatni dzień miesiąca, siadamy z żoną i planujemy wydatki na kolejny miesiąc w 25 różnych kategoriach (od jedzenia w domu i na mieście, przez dobroczynność, po oszczędności i inwestycje właśnie). Później przez cały miesiąc spisujemy wydatki. Dzięki temu wiemy kiedy musimy spasować z niektórymi przyjemnościami. Korzystam ze zmodyfikowanego pliku od Michała Szafrańskiego. Znajdziesz go tutaj. Gwarantuje Ci – jak tylko zaczniesz prowadzić budżet domowy odkryjesz 2 rzeczy:

1) Jak wiele kasy marnujesz. Ile kosztuje kawa na mieście? Średnio około 6 zł do 8 zł. Wydatek, którego nie zauważysz w swoim portfelu. Dopóki nie odkryjesz, że w poprzednim miesiącu wydałeś ponad 50 zł na tą drobną przyjemność. A dokładając do tego smakołyki i drożdżówki przed pracą kwota rośnie do 150 – 200 zł. Dorzucając do tego kilka razy jedzenie na mieście może się okazać, że wydajesz łącznie ponad 500 zł miesięcznie! Oczywiście, nikt nie każe Ci rezygnować z tych drobnych przyjemności! Chodzi jedynie o świadomość ile miesięcznie wydajesz. W razie potrzeby wiesz gdzie szukać cięć. Byłem mocno zaskoczony odkryciem ile wydaje na pozorne „drobiazgi”.

2) Poczujesz jakbyś nagle dostał podwyżkę. Świadomość i planowanie powoduje uczucie kontroli nad swoim życiem. Poza tym widząc gdzie rozchodzą się Twoje pieniądze, może okazać się, że nagle masz w portfelu dodatkową kasę. Nie musisz na koniec miesiąca martwić się – „gdzie ta cała kasa znowu się rozeszła”. Wiesz dokładnie na co wydałeś.

To prawda, że oszczędzanie nie należy do bardzo łatwych zadań. Jeśli kasa jest w zasięgu ręki – naprawdę łatwo po nią sięgnąć i szybko wydać. Tak też początkowo wyglądały moje próby oszczędzania. Zastosowałem dwie proste sztuczki, które niesamowicie ułatwiły mi oszczędzanie.

Zasad nr 1. Najpierw płać sobie.

Trudne do wdrożenia. Ale tylko na początku 🙂 Chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której otrzymując wypłatę, najpierw oszczędzasz. Przed zapłatą rachunków, przyjemnościami i całą resztą. Najpierw płacisz sobie. Odkładasz określoną kwotę. Jak to zrobić? O tym zasada 2.

Zasada nr 2. Zautomatyzuj i utrudnij sobie dostęp.

Założyłem konto oszczędnościowe. Bardzo słabo oprocentowane, na szukanie alternatyw przyjdzie czas. Ustawiłem automatyczny przelew z mojego konta, i z konta mojej żony. Dokładnie 20 zł w każdy poniedziałek. Nie jest to duża kwota, przez co „nie boli”. Z drugiej strony w skali miesiąca i roku kwota robi się duża. Środki przelewają się na wspomniane konto oszczędnościowe do którego… nie mam dostępu. Świadomie usunąłem wszystkie możliwe hasła. Aby wyciągnąć tą kasę muszę udać się fizycznie do placówki banku (a specjalnie wybrałem taki, który nie ma placówki w najbliższej okolicy 🙂 ). Dzięki temu nie mam możliwości szybkiej wypłaty środków. W efekcie na mniejsze „nagłe” wydatki znajduje kasę gdzieś indziej. W skarbonce, zapasowym portfelu itd. 160 zł miesięcznie to niecałe 2 000 zł rocznie. Na co mógłbyś wydać taką kwotę? 🙂

W tym samym banku mam drugi rachunek na który przelewam środki zaraz po otrzymaniu wypłaty. Dzięki temu, że wypłata środków jest utrudniona, oszczędności są „bezpieczniejsze”. Choć głupio to brzmi – muszę je chronić przed samym sobą.

Inny sposób oszczędzania ale dużo mniej efektywny w moim przypadku to odkładanie drobniaków z portfela do skarbonki oraz wykorzystanie programu typu mSaver w mBanku, który zaokrągla nasze wydatki do pełnej kwoty, lub przelew np. 2,3% wartości naszych zakupów na konto oszczędnościowe. Metody te mają swoje zalety, ale w moim przypadku trudność w mierzeniu jaka dokładnie zbiera się tam kwota, oraz szybka dostępność powoduje, że pod koniec miesiąca skarbonka jest pusta, a konto mSaver wyczyszczone.

Przedostatni praktyczny sposób na oszczędzanie to… zarabianie. Oczywiście, najlepsza sytuacja to regularne zwiększanie swoich miesięcznych zarobków. Niestety powoduje to też… Wzrost wydatków! Dlatego ja staram się regularnie korzystać z różnych promocji bankowych. Wspominany już mBank wypłaca mi co miesiąc 50 zł w zamian za korzystanie z bezpłatnego konta firmowego (muszę jedynie z tego konta opłacać ZUS). Kwotę tą staram się również odkładać na mniejsze nieplanowane wydatki związane z moją działalnością. Citibank za okazjonalne korzystanie z karty kredytowej raz na 4,5 miesięcy daje mi darmowy bilet do kina (z punktów World). Zawsze to kolejne 50 zł w kieszeni.

Ostatni sposób to oszczędzanie przez… oszczędzanie. Przyglądając się moim rachunkom w budżecie domowym uznałem, że niektóre wydatki mogę bezboleśnie zmniejszyć. Przenosząc telefony do innej sieci, zmieniają taryfę internetu, wykonując jeden telefon do spółdzielni i kilka innych mniejszych cięć  bez zmian w standardzie życia dało dodatkowe dodatkowe 100 zł miesięcznie. Wystarczyła tylko ŚWIADOMOŚĆ gdzie idą pieniądze, oraz jednorazowo 4,5 godziny na kilka telefonów i wysłanie 2,3 pisemek.

Przydatne linki:

 

A Ty co sądzisz o oszczędzaniu? Oszczędzasz czy idziesz na żywioł?

Sądzę, że może Ci się też spodobać:

  • qwerty

    Ogolnie ciekawie napisane i podoba mi sie pomysl z automatycznym przelewem na konto oszczednosciowe bez dostepu. Czytalam juz wiele o oszczedzaniu i tak naprawde nikt Ameryki nie odkrywa – wszystko lezy w psychice. Niestety czasami bywa tak, ze po zastosowaniu wszystkich trikow pieniedzy jest i tak na styk. Przytocze swoja sytuacje: mam bardzo niska taryfe (19 zl) a ponadto promocyjnie dostalam ok 300 zl do wykorzystania wazne przez rok – wiec na rok abonament mam oplacony, maz ma 29 zl, nie mamy zadnej platnej tv – w zamian drozszy Internet (70 zl), samochod mamy z gazem (300 zl), kredyt hipoteczny (950 zl), prad (80 zl), gaz (250 zl), czynsz (375 zl), ubezpieczenie (100 zl). Wymienilam stale oplaty miesieczne. Do tego dochodza takie rzeczy jak: ubezpieczenie samochodu, mieszkania, podatek od nieruchomosci, wymiana opon itp i wiele innych, ktore choc wydaja sie nieregularne to co najmniej raz w roku sie pojawiaja. W sumie zarabiamy troche ponad 4 tys, mamy dziecko. Prosze mi wierzyc, ze to co uda sie zaoszczedzic w danym miesiacu idzie pozniej na: naprawe samochodu, lekarstwa, szczepienia czy lekarza dla dziecka itd. Bilans roczny jest zerowy lub na minusie praktycznie zawsze. Czasami naprawde nie da sie realnie zaoszczedzic. Pisze realnie, gdyz koszty takie jak rachunki za tel czy konta bankowe zredukowane sa do minimum, wiec bez tej oszczednosci zawsze by nam brakowalo na cos pieniedzy a tak to powiedzmy, ze zazwyczaj nam starcza – czyli mimo, iz tego nie czujemy to oszczedzamy 🙂

    • Masz rację. Przy łącznych zarobach 4 000 zł przy dziecku i mieszkaniu nie da się zbyt wiele odłożyć (choć jak pisałem w artykule – 100 mc rocznie daje sporą kwotę – może w Waszym przypadku lepszy będzie przelew na 2 zł/ dziennie?).

      Istnieje tylko jedno rozwiązanie – maksymalizacja dochodu. Nie ma innego rozsądnego wyjścia.

      Zdaje sobie sprawę też z tego, że łatwiej powiedzieć trudniej zrobić. Właśnie dlatego prowadzę tego bloga – od kiedy tylko pamiętam „dorabiam”. Czasem więcej, czasem mniej. Czasem przeliczając na roboczogodziny jestem stratny. Nie jest to łatwe. W moim przypadku wymagało to wstawania dwie godziny wcześniej (przed 5 rano), przed pracą, aby uczyć się montażu filmów, programowania itd. Z drugiej strony będąc kawalerem dawałem radę przez kilka miesięcy utrzymać się z takiej „pracy dodatkowej:

      Spójrz do dwóch artykułów, które na ten temat pisałem:
      1) Gdzie jest kasa w internecie? – http://www.geekwork.pl/1-gdzie-jest-kasa-w-tym-calym-internecie/
      2) Ankiety i inne sposoby – http://www.geekwork.pl/dodatkowe-zarabianie-w-internecie/

      Do tego pomyśl o wspomnianych promocjach bankowych – czasem potrafi przynieść to dodatkowe 200-300 zł miesięcznie (np. dostaje dodatkowy cashback z CreditAgricole za opłacanie z ich konta rachunków).

      • qwerty

        Zajrzę do artykułów jak tylko czas pozwoli 🙂 A teraz jeszcze szybko napiszę kilka słów, wczoraj z komórki pisałam to już się nie rozpisywałam aż tak. Oczywiście z różnych promocji bankowych także korzystamy. Swego czasu za wszystkie zakupy płaciliśmy kartą kredytową – cashback 1%. Wszyscy oczywiście pukali się w głowę, bo jak to karta kredytowa… ale przecież to dla nas zarobek. Nie jesteśmy wierni żadnym bankom ani operatorom telefonicznym – jak widzimy lepszą okazję to zmieniamy. Tak było z telefonią komórkową – w Play mąż zapłacił karę za zerwanie umowy.. czemu? Bo się bardziej opłacało zapłacić karę i zmienić sieć. Była to oszczędność rzędu 100 czy 150 zł, ale zawsze coś. Tak jak pisałam wcześniej – w obecnej sieci zyskałam promocyjnie kilkaset zł – ważne na rok, więc pewnie nie wykorzystam, bo jest to aż zanadto (miesięcznie płacę 19 zł), ale dla mnie jest to rok „abonamentu” za darmo. Oboje mamy telefony na kartę – pieniądze schodzą miesięcznie tak jak abonament (automatycznie) a nie jesteśmy związani z siecią – jak się zmieni taryfa można przejść do innej. Oczywiście dla każdego coś innego, ale do tej pory napisałeś jeden z mądrzejszych artykułów o oszczędzaniu. Dla nas np. działa oszczędzanie przez pożyczanie, choć brzmi to pewnie nielogicznie. Otóż – jak wiele istot – jak mam pieniądze to je chętnie wydaję. W związku z powyższym biorę pożyczkę z pracy (nieoprocentowaną), ustalam ratę na jaką wiem, że mnie stać – np. 100 zł miesięcznie. Pożyczkę odkładam do oszczędności a później ją spłacam (tzn. spłaca się sama, gdyż jest potrącana z mojej pensji). Sama może bym 100 zł miesięcznie nie odłożyła, a bo to a bo tamto, ale jak samo schodzi to schodzi i nie ma bata. Podobnie jest z kredytem hipotecznym – wysokość raty ustaliliśmy możliwie jak największą możliwą dla nas do spłaty. Gdy braliśmy kredyt i liczyliśmy ile wyniosą odsetki jak weźmiemy go np. na 4 lata dłużej to mam nadzieję, że nie skłamię ale wyszło chyba 16 tys. Pewnie, że sie tego nie czuje, ale ludzie – to jest 16 tys. straty! A wszyscy moi znajomi dookoła mówili i mówią, że kredyt biorą na 30 lat, bo przecież nie wiadomo co może się zdarzyć – można stracić pracę, zachorować itp. A my wzięliśmy na kilkanaście lat dokładnie z tego samego powodu – jak stracę pracę za 10 lat to mam już większość spłaconą a nie tylko 1/3. No i oczywiście odsetki… zdumiewające jest jak mało osób liczy całkowity koszt kredytu – większość osób patrzy na ratę miesięczną. A przecież logiczne jest, że im dłuższy kredyt tym rata miesięczna mniejsza, ale koszt kredytu niebywale większy.Oczywiście podaję przykład w granicach możliwości spłaty – jak się trochę pomęczę ale jestem w stanie spłacać 1000 zł a nie 800 to wolę tak zrobić. Kiedyś też gdzieś usłyszałam, że jak się nie ma dużo oszczędności to najlepszą inwestycją jest inwestycja w siebie – tak też zrobiłam i dwa lata temu zdałam egzamin, dzięki któremu moja wypłata wzrosła o 600 zł miesięcznie. A jedyne co zrobiłam to wydałam trochę pieniędzy na sam egzamin, pomoce naukowe i poświęciłam czas na naukę. Prawdą jest, że potencjalne oszczędności wielu ludzi pożerane są przez takie właśnie głupie rzeczy jak opłata za konto, wyższy abonament i o zgrozo – płatności za rachunki na poczcie! Mój mąż co rok dzwoni do banku zamknąć kartę kredytową, ponieważ za kartę naliczana jest opłata – w związku z tym, iż z karty aktywnie korzystamy to każdego roku telefonicznie opłata za kartę jest anulowana. Trzeba tylko pamiętać by co roku zadzwonić i powiedzieć, że jednak chce się kartę zamknąć – już mamy to wydarzenie wpisane w kalendarzu. Przepraszam za może chaotyczny wpis, ale dziecko śpi i człowiek się spieszy by przekazać wszystko co być może da komuś inspirację jak jeszcze można zaoszczędzić. Jak coś jeszcze sobie przypomnę to napiszę, pozdrawiam i na pewno wrócę 🙂

  • Jakże mi miło znaleźć się w tak zaszczytnym gronie! Dziękuję za polecenie 🙂

    Ja sobie nie wyobrażam życia bez planowania (i kontrolowania) na co idą nasze pieniądze. Oczywiście nie chodzi o to, żeby sobie wszystkiego odmawiać, oszczędzać każdy grosz i odkładać „do skarpety”… tylko, żeby mieć świadomość co się z naszymi pieniędzmi dzieje 🙂

    • Polecam Twój blog bo warto 🙂

  • Oszczędzanie bez budżetu domowego daje słabsze wyniki. Właśnie dzięki prowadzeniu wszystkich wydatków i dochodów widać gdzie uciekają nasze pieniądze i możemy zaplanować naszą finansową przyszłość w szczególności jak np. stracimy pracę.
    Prowadzę budżet drugi rok i na chwilę obecną jest to super sprawa. Wiem gdzie w głupi sposób tracę pieniądze oraz gdzie mógłbym zwiększyć dochody.
    Przydatne jeśli planuje się jakieś większe zakupy jak nieruchomość.

    • Dokładnie! Z drugiej strony – jeśli zarabiasz bardzo dużo, i możesz też po prostu bezboleśnie odłożyć np. 20% swoich dochodów wtedy prowadzenie budżetu nie jest niezbędne – ułatwi sprawę, ale nie jest niezbędne. Moim zdaniem im mniej zarabiamy tym bardziej powinniśmy dbać o to gdzie rozchodzą się pieniądze.

  • Pingback: 10 pomysłów na biznes z małym kapitałem()

Zapisz się do newslettera:

Jeśli chciałbym otrzymywać informację o nowych postach to serdecznie zapraszam do zapisania się do newlettera.

Ok, chcę żebyś przesyłał mi newsletter (zawsze możesz się wypisać)

autoresponder system powered by FreshMail